123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Wtorek – 19.08.14

Ostat­nie za­da­nie do wy­ko­na­nia – wró­cić do do­mu :-).


Sa­fa­ri dzień trzy­dzie­sty pier­wszy – po­wrót

Pa­rę mi­nut po pół­no­cy przy­jeż­dża po nas ostat­ni już sa­mo­chód (siód­my), oczy­wi­ście z no­wym kie­row­cą :-). Nie­ste­ty – z nim już się nie zdą­ży­my za­przy­jaź­nić. Pa­ku­je­my ba­ga­że, ostat­ni rzut oka na „naszą” uli­cę:

 

 

Oko­li­ce ho­te­lu Ajan­ta. Del­hi. In­die.

i w dro­gę! W sa­mo­cho­dzie za­pa­da ci­sza. Żeg­na­my się z In­dia­mi. Cho­ciaż przy­sło­wie mó­wi „nigdy nie mów nigdy”, to ja po stu dniach spę­dzo­nych w In­diach pe­wno nie­pręd­ko tu wró­cę. No chy­ba, że ja­ko prze­wo­dnik :-).

Ko­ło go­dzi­ny pier­wszej je­steś­my na lot­nis­ku. Od­da­je­my ba­ga­że, mi­ja­my ko­lej­ne bram­ki. Ewa ma na szyi no­wy me­da­lion z sym­bo­lem man­try OM:

 

Sym­bol man­try Om.

a straż­nik za­miast skon­tro­lo­wać jej ba­gaż – tłu­ma­czy jej, jak ma się tą man­trą po­słu­gi­wać :-).

Pa­rę mi­nut po trze­ciej wcho­dzi­my na po­kład sa­mo­lo­tu i star­tu­je­my zgo­dnie z pla­nem o 4.15. Cho­ciaż mam miej­sce przy ok­nie, to na ze­wnątrz jest ciem­no i zdjęć nie ma :-). Lot do Du­ba­ju trwa trzy i pół go­dzi­ny, ale ze wzglę­du na prze­su­nię­cie cza­su – po wy­lą­do­wa­niu w Du­ba­ju jest 6.10. Świ­ta.

Na prze­siad­kę ma­my go­dzi­nę i pięt­na­ście mi­nut, ale wy­jście z sa­mo­lo­tu, prze­jście przez ko­lej­ne kon­tro­le i do­tar­cie do bram­ki ko­lej­ne­go sa­mo­lo­tu za­jmu­je nam tro­chę cza­su, więc nie ma mo­wy o nu­dze­niu się :-). O go­dzi­nie 7.25 star­tu­je­my pla­no­wo do War­sza­wy. Za­raz po star­cie – nad Du­ba­jem – jak zwyk­le mgieł­ka. Nie­wie­le wi­dać. Po­tem wla­tu­je­my w chmu­ry. Za ok­nem mle­ko. Gdzie­nie­gdzie przez chmu­ry wi­dać gó­ry. Wte­dy się­gam po apa­rat:

 

 

Z lotu Dubaj – Warszawa.

X

Z lotu Dubaj – Warszawa.

I tak do­la­tu­je­my o cza­sie do War­sza­wy. I tu nie­ste­ty po­ja­wia się pier­wszy prob­lem tej wy­pra­wy – Ewy ba­gaż zo­stał w Du­ba­ju :-(. Trud­no – na lot­nis­ku do­sta­je­my obiet­ni­cę, że ba­gaż do­je­dzie do nas za dwa dni. Ru­sza­my na Dwo­rzec Cen­tral­ny, tam ma­my dwie go­dzin­ki cze­ka­nia na po­ciąg do Ko­sza­li­na. Ach – z wiel­ką przy­jem­no­ścią zjad­łem tra­dy­cyj­ny kot­let scha­bo­wy z mło­dy­mi ziem­niacz­ka­mi, a po­tem – o pięt­na­stej – po­ciąg za­bie­ra nas do Ko­sza­li­na. W do­mu je­steś­my pla­no­wo – o dwu­dzie­stej trze­ciej. Tro­chę smut­no, bo w ba­ga­żu Ewy by­ły wszyst­kie pa­miąt­ki, ale je­steś­my dob­rej myś­li.

Uzu­peł­nie­nie. W czwar­tek (21.08) o go­dzi­nie 10.30 Ewy ba­gaż do­tarł w ca­ło­ści do do­mu :-). Pa­miąt­ki (któ­re by­ły w ba­ga­żu) są. Tak więc wy­pra­wę moż­na uznać za za­koń­czo­ną :-).

By­ła to mo­ja siód­ma wy­pra­wa. Fi­zycz­nie – dość wy­czer­pu­ją­ca. Ale jak przy­pom­nę so­bie oszczę­dza­nie wo­dy w cza­sie pier­wszej wy­pra­wy do Ke­nii, spa­nie na po­wie­rzchni kil­ku me­trów kwad­ra­to­wych w cza­sie dru­giej wy­pra­wy do Ke­nii, upior­ne upa­ły i po­żar tran­sfor­ma­to­ra w cza­sie pier­wszej wy­pra­wy do In­dii, czy zu­peł­nie nie­zrea­li­zo­wa­ny plan dru­giej wy­pra­wy do In­dii, to mu­szę po raz pier­wszy po­wie­dzieć, że do­pią­łem swe­go :-). W cza­sie tej wy­pra­wy w za­sa­dzie pra­wie wszyst­ko od­by­ło się wg za­ło­żeń (po­za Do­li­ną Kwia­tów, któ­ra oka­za­ła się być za­mknię­ta dla ru­chu tu­ry­stycz­ne­go). Nikt nie cho­ro­wał, pro­ces akli­ma­ty­za­cji uchro­nił nas przed cho­ro­bą wy­so­ko­gór­ską, wró­ci­liś­my szczęś­li­wie ca­li i zdro­wi, ma­my zdję­cia z Hi­ma­la­jów z wy­so­ko­ści po­nad 5 tys. me­trów! I je­szcze przy okaz­ji zwie­dzi­liś­my Du­baj i Shar­jah.

Dzię­ku­ję wszyst­kim, któ­rzy po­mog­li w rea­li­za­cji tej wy­pra­wy oraz fir­mie In­dia­tra­ve­li­te za pro­fe­sjo­nal­ne jej przy­go­to­wa­nie. Po­ra za­cząć myś­leć co da­lej :-)

Komentarze: skomentuj tę stronę

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D