123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby odwie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w prawym górnym narożniku strony) oznacza, że akceptujesz pliki cookies na tej stronie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Poniedziałek – 04.08.14

Na dziś ma­my za­pla­no­wa­ny wy­jazd nad je­zio­ro Pan­gong-Tso. Po śnia­da­niu, ko­ło go­dzi­ny dzie­wią­tej Ewa, Mar­ty­na i ja pa­ku­je­my się do sa­mo­cho­du. Przed na­mi dłu­ga i chy­ba cięż­ka dro­ga. Zo­ba­czy­my jak bę­dzie.

 

Trasa: Leh – Pangong-Tso Lake.

W dro­dze nie da się od­po­czy­wać, o nie :-). Rę­ka mnie bo­li od trzy­ma­nia apa­ra­tu :-), na do­da­tek z nieba le­je się nie­mi­ło­sier­ny żar, ze­wnę­trzne po­wie­rzchnie dło­ni mam dos­ło­wnie przy­pie­czo­ne (nie opa­lo­ne, ale po pro­stu prze­grza­ne :-) ). Na na­stęp­ną wy­pra­wę mu­szę zor­ga­ni­zo­wać so­bie rę­ka­wi­ce ochron­ne. Go­rzej z apa­ra­ta­mi. Cza­sem mam wra­że­nie, że ich czar­ne kor­pu­sy wy­dzie­la­ją woń to­pio­ne­go pla­sti­ku. Zdję­cia przez szy­bę są oczy­wi­ście tro­chę gor­szej ja­ko­ści, ale mam filtr po­la­ry­za­cyj­ny i on eli­mi­nu­je od­bi­cia wy­stę­pu­ją­ce na szy­bie prze­dniej. Je­śli z ko­lei wi­dok jest po mo­jej le­wej stro­nie – to ot­wie­ram ok­no, je­śli po pra­wej, to pro­szę o po­stój :-). Uff, cięż­ka to pra­ca:

 

Z tra­sy Leh – Pan­gong-Tso. In­die Pół­noc­ne.

Pnie­my się ta­ki­mi dróż­ka­mi co­raz wy­żej i wy­żej:

 

Dro­gi w Hi­ma­la­jach. In­die Pół­noc­ne.

Z dnia na dzień na­bie­ram co­raz więk­sze­go sza­cun­ku dla bu­do­wni­czych tych dróg. Punkt, któ­ry na ma­pie wy­da­je się być od­da­lo­ny o np. 10 km, w rze­czy­wi­sto­ści wy­ma­ga za­bu­do­wa­nia 100 lub 200 km dro­gi. Na wy­so­ko­ści 4 tys. me­trów w po­twor­nym ża­rze spot­kać moż­na i ma­szy­ny bu­dow­la­ne i grup­ki pra­co­wni­ków. Je­dni wwier­ca­ją się w ska­ły (chy­ba ro­bią od­wier­ty pod dy­na­mit), in­ni roz­sy­pu­ją i wy­ró­wnu­ją żwi­rek (przy tej pra­cy wi­dzie­liś­my ró­wnież ko­bie­ty), je­szcze in­ni po­le­wa­ją to as­fal­tem. Ja­ki to mu­si być as­falt, że po pro­stu nie spły­wa z tych gór :-):

 

Bu­do­wa dro­gi w Hi­ma­la­jach. In­die Pół­noc­ne.

W dro­dze mi­ja­my kla­sztor w Chem­rey. Więk­szość kla­szto­rów wy­glą­da tu bar­dzo po­dob­nie. Za­bu­do­wa­nia przy­kle­jo­ne do zbo­cza gó­ry w ko­lo­rze bia­łym z brą­zo­wym wy­koń­cze­niem:

 

Kla­sztor w Chem­rey. In­die Pół­noc­ne.

Oko­ło go­dzi­ny je­de­na­stej trzy­dzie­ści prze­jeż­dża­my przez prze­łącz Chang La (5360 m n.p.m.):

 

Chang La Top (naj­wyż­szy punkt prze­łę­czy Chang La) – 5360 m n.p.m. Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

Za prze­łę­czą kra­job­raz się nie­co zmie­nia. Co­raz czę­ściej tra­fia­ją się ocz­ka wo­dne. Za każ­dym ra­zem ma­my na­dzie­ję, że to już Pan­gontg-Tso. Nie­ste­ty :-(, Pan­gong-Tso ma 110 km dłu­go­ści :-):

 

Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

Je­szcze kil­ka (a mo­że kil­ka­dzie­siąt) ta­kich za­krę­tów jak ten:

 

Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

i ko­lej­na kon­tro­la do­ku­men­tów (ze­zwo­leń), z któ­rej wy­ni­ka, że tym ra­zem wjeż­dża­my na ob­szar re­zer­wa­tu ochro­ny zwie­rząt. Zmie­niam apa­rat na ten z dłuż­sza og­nis­ko­wą. Mo­że coś się tra­fi:

 

 

Ja­ki. Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

Ka­wa­łek za ja­ka­mi po­ja­wi­ła się tab­li­ca z in­for­ma­cją, że wjeż­dża­my na te­ren mam­ro­tów (spraw­dzę póź­niej dok­ła­dnie co to za ga­tu­nek). I rze­czy­wi­ście za tab­li­cą wi­dzi­my zwie­rza­ka :-):

 

Mam­rot? Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

W koń­cu je­dnak po­ra na Pan­gong-Tso. Zza ko­lej­ne­go za­krę­tu wy­ła­nia się tab­li­ca in­for­mu­ją­ca, że za chwi­lę bę­dzie pier­wszy wi­dok na je­zio­ro. Zmie­niam apa­rat:

 

 

Frag­ment pół­noc­nej czę­ści Pan­gong-Tso. Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

Je­szcze kil­ka­set me­trów i za­trzy­mu­je­my się przy pół­noc­nym brze­gu je­zio­ra:

Pangong-Tso. Himalaje. Indie Północne.

X

Pangong-Tso. Himalaje. Indie Północne.



Sa­fa­ri dzień szes­na­sty – Je­zio­ro Pan­gong-Tso


Miejsce zakwaterowania:Jezioro Pangong-Tso
Liczba mieszkańców:obóz górski
Wysokość n.p.m.:4250 m
Średnie temperatury:dzień: 20 °C, noc: 4 °C
Liczba noclegów:1
Odległość od poprzedniego postoju:161 km


Po do­je­cha­niu na miej­sce kwa­te­ru­je­my się w obo­zie Whi­spe­ring Wa­ves.

Jest wczes­ne po­po­łu­dnie. Ma­my spo­ro cza­su. Tro­chę od­po­czy­wa­my, a po­tem se­sja zdję­cio­wa :-):

 

 

Pan­gong-Tso. Hi­ma­la­je. In­die Pół­noc­ne.

Po­wie­rzchnia je­zio­ra le­żą­ca na wy­so­ko­ści 4200 m n.p.m. od­bi­ja niebo w spo­sób dos­ko­na­ły. Te dwa błę­ki­ty prze­dzie­lo­ne brą­zo­wy­mi ska­ła­mi two­rzą nie­za­pom­nia­ny wi­dok. Wi­dok, któ­ry ro­bi nap­raw­dę ogrom­ne wra­że­nie. Kto nie był – niech po­je­dzie zo­ba­czyć na włas­ne oczy :-).

Komentarze: pokaż komentarze (3)

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Projektora K3D