123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Czwartek – 07.08.14

Dziś opu­szcza­my wy­so­kie gó­ry. Z Sar­chu je­dzie­my do Ma­na­li, tj. oko­ło 223 km. Wy­jeż­dża­my oko­ło ós­mej. To ostat­ni od­ci­nek dro­gi pro­wa­dzą­cy przez gó­ry. Za­krę­ty, za­krę­ty i je­szcze raz za­krę­ty. Są od­cin­ki po­kry­te as­fal­tem, ale w więk­szo­ści dro­ga jest ka­mie­ni­sta i wy­boi­sta. Po­go­da ta­ka so­bie. Nie ma błę­kit­ne­go nieba, ale gó­ry we mgle też wy­glą­da­ją cie­ka­wie. Zdję­cia z tra­sy są, wsta­wię jak bę­dzie moż­li­wość.

 

Odcinek: Sarchu – Manali.

Do Ma­na­li do­cie­ra­my ko­ło go­dzi­ny szes­na­stej.


Sa­fa­ri dzień dzie­więt­na­sty – Ma­na­li


Miejsce zakwaterowania:Manali
Liczba mieszkańców:18 tys.
Wysokość n.p.m.:2050 m
Średnie temperatury:dzień: 26 °C, noc: 15 °C
Liczba noclegów:1
Odległość od poprzedniego postoju:223 km


Opu­ści­liś­my gó­ry wy­so­kie. Je­steś­my na wy­so­ko­ści 2 tys. me­trów. Od­dy­cha się lżej, tem­pe­ra­tu­ra w sam raz. Po za­kwa­te­ro­wa­niu w ho­te­lu Joh­nson żeg­na­my się z ko­lej­nym (już czwar­tym) kie­row­cą i cho­ciaż jest już pra­wie ciem­no idzie­my zwie­dzić mia­sto.

 

Ma­na­li. In­die.

Mia­stecz­ko oka­za­ło się być bar­dzo za­dba­ne. W cen­trum ry­ne­czek oto­czo­ny skle­pa­mi i tu zdzi­wie­nie – chy­ba z dzie­sięć skle­pów ze sprzę­tem fo­to­gra­ficz­nym :-). Po do­tych­cza­so­wych nie­po­wo­dze­niach w szu­ka­niu apa­ra­tu, od­ży­ła w nas na­dzie­ja. Oka­za­ło się, że co praw­da od rę­ki nie da się ku­pić mo­de­lu, któ­re­go szu­ka­my (Ni­kon D3100), ale na ju­tro – to i owszem, po­wi­nien być.

Po za­mó­wie­niu apa­ra­tu ro­bi­my tro­chę za­ku­pów (upo­min­ki, głó­wnie ty­be­tań­skie) i wra­ca­my do ho­te­lu. Wi-Fi ni­by w ho­te­lu jest, ale jak zwyk­le – czę­ściej nie dzia­ła niż dzia­ła. Ale – ru­szył mój in­ter­net w mo­de­mie. Chy­ba je­steś­my na ty­le da­le­ko od gra­ni­cy, że dzia­ła­ją już zwyk­łe kar­ty te­le­fo­nicz­ne (bez spe­cjal­nych ze­zwo­leń). Jest szan­sa na re­la­cję na bie­żą­co.

Komentarze: skomentuj tę stronę

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D